Wojteczki

W głębi lasów Cisowsko-Orłowińskich u podnóża góry Kiełki (452m n.p.m.), nad rzeczką Łukawką, znajduje się leśne uroczysko, które odwiedzają nieliczni przemierzając niebieski szlak Chęciny – Łagów. Niegdyś niewielka wioska, przesiedlona podczas II wojny światowej dla dobra Lasów Państwowych. Obecnie byli mieszkańcy i ich potomkowie mieszkają w Małym Jodle, gmina Kunów.

Wieś swoją nazwę przybrała od nazwiska Adama Woyteczka ojca Jana Hutnika, który w 1616 roku na ówczesnych dobrach starostwa szydłowskiego zbudował hutę szkła. Tę datę można przyjąć za hipotetyczne początki wsi.

W księgach pogłównego z 1674 roku jest wzmianka, że we wsi znajduje się kuźnica królewska zwana Woyteczka i znajduje się tam 14 poddanych.

W XVII wieku, tak jak inne miejscowości, wioski nie ominęła zaraza. Temu zdarzeniu były poświęcone dwa drewniane krzyże, zwane Bożą Męką powieszone na dębie przy drodze do huty Czyżowskiej. Właściwie jest to jeden mały krzyż przybity do większego, przypominające wyglądem krzyż lotaryński. Obecnie stoją w innym miejscu, w „centrum” Wojteczek, obok metalowego krzyża z czasów II wojny światowej, jest to najprawdopodobniej stara replika krzyży z XVIIw. (a może jednak oryginał, kto wie).

Również w porywie powstania styczniowego mieszkańcy Wojteczek mieli swój udział. Wielu zostało zesłanych na Sybir. Jednym z nich był Tomasz Herbuś urodzony w 1843 roku. Brał on czynny udział w powstaniu i za to władze carskiej Rosji zesłały go na katorgę. Udało mu się uciec z zesłania, ranny i chory przemierzył tysiące kilometrów by wrócić do swych ukochanych Wojteczek. Tu trafił do szpitala, gdzie zakochał się w pięknej pielęgniarce Katarzynie Skowrońskiej. Ich ślub odbył się w 1865 roku. Tomasz zahartowany syberyjskim klimatem i ciężką pracą, zmarł 1940 roku mając 97 lat. Nie chciał się przeprowadzić z innymi do Małego Jodła, postanowił umrzeć w Wojteczkach. Jego rodzina w 1941 roku, jako jedna z ostatnich przeniosła się do nowego miejsca zamieszkania.

Mieszkańcy jednak, nie chcieli opuścić wsi zostawiając swoje domy. Belka po belce rozbierali je i przewozili wozami do Małego Jodła. Tam od nowa je składali. Kilka z nich stoi tam do dnia dzisiejszego.

W Wojteczkach pozostała tylko gajówka. Mieszkał w niej gajowy Stanisław Czekaj ze swoją żoną Stanisławą i pięcioma synami. Najmłodszy, Jaś miał półtora roku. Pierwszego marca 1943 roku, o świcie kilkunastu Niemców otoczyło gajówkę. Na oczach żony i dzieci, gajowy został zastrzelony, oblany benzyną i podpalony. Natomiast pani Stanisława i jej synowie zostali zapędzeni do małej drewnianej szopy, którą Niemcy również oblali benzyną i podpalili. Cała rodzina Czekaja zginęła w niewyobrażalnych mękach. Gdy Niemcy odjechali zbiegli się mieszkańcy okolicznych wsi z pomocą, ale nie było już co ratować. Ciała były już zwęglone, jedynie ciało małego Jasia i ręka matki tuląca synka nie była spalona.

Turyści wędrujący niebieskim szlakiem odwiedzają Wojteczki doceniając piękno i tajemniczość otaczającej przyrody, ale nawet się nie domyślają przez co przechodzili ludzie z tej maleńkiej wioski i jak burzliwe losy zostały im zapisane w księdze życia. Jedynie byli mieszkańcy, ich potomkowie i pasjonaci historii tego regionu, pamiętają… nie mogą, nie chcą zapomnieć.

 

Katarzyna Starzomska, lipiec 2013.

 

W okolicy nieistniejącej gajówki pomnikowy dąb „Pan Tadeusz”. Jego średnica przekracza 140 cm.